„Wyobraźmy sobie czajnik do herbaty, krążący po orbicie słońca. Nie możemy udowodnić, że czajnik ten nie istnieje, bo jest zbyt mały, żebyśmy mogli dostrzec go przez teleskop. Nikt poza garstką szaleńców nie powie, że wierzy w istnienie tego czajnika tylko dlatego, że nie możemy udowodnić, iż on nie istnieje”. B. Russell

”To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości”. B. Russell

Polecane przez Inspiracje Psychologiczne

Współczesny człowiek zwyczajnie nie jest w stanie zaangażować wystarczająco dużo własnych zasobów poznawczych, by dogłębnie zbadać i zweryfikować każdą docierającą do niego informację. Ciężar semantyczny przeróżnych znaczeń, bombardujących nas z wszechobecnych komputerów, tabletów, ekranów, komórek, bilbordów, tablic, słuchawek i głośników jest tak wielki, że nasz aparat poznawczy nie może pozwolić sobie wobec nich na nadmierną refleksyjność. W psychologii poznawczej już od lat siedemdziesiątych mówi się o zjawisku przeciążenia informacyjnego (Lipowski, 1975), a współcześnie psychologowie kliniczni badają negatywny wpływ tego zjawiska na zdrowie psychiczne jednostki (Miller, 2004). Pośród barwnego jarmarku informacji i hucznego festynu znaczeń człowiek staje bezbronny wobec poczucia bezsensu, bowiem gdy wszystko chce znaczyć, nie znaczy nic – jak trafnie opisał to Zygmunt Bauman w swoich szkicach na temat postmodernizmu (Bauman, 1994). Docierają do nas w efekcie coraz częściej jedynie mało znaczące strzępki wiadomości, a my jesteśmy zmuszeni nauczyć się bardzo szybko, niemalże arbitralnie i bezmyślnie przyjmować te fragmentaryczne informacje, bądź równie arbitralnie i bezmyślnie je odrzucać. Nie mogąc wszystkiego samodzielnie dociec i zweryfikować, nie mając czasu dotrzeć do źródeł, odnaleźć wyczerpujących opracowań, pozostaje nam dawać wiarę mniej lub bardziej wiarygodnym pośrednikom – czy to w postaci źródeł naukowych i popularnonaukowych, doniesień medialnych i publikacji prasowych, czy też szokujących wiadomości w globalnej sieci. W jaki sposób rozeznać się w tym wszystkim i na podstawie jakich kryteriów rozdysponowywać swoje zaufanie – to już osobista decyzja każdego człowieka. Rozpatrując różnorodne postawy wobec tych globalnych niewiadomych daje się zauważyć, że poszczególni ludzie posiadają w tej kwestii swój indywidualny psychologiczny profil. Ludzie różnią się między sobą preferencjami pewnych ocen i ustosunkowań wobec niewiadomych, niedookreślonych, niepełnych bądź zwyczajnie nieweryfikowalnych informacji. Wśród nich wyróżnić można na przykład zwolenników tzw. teorii spiskowych. Badacze udowodnili, że można wskazać szereg wspólnych cech psychologicznych charakteryzujących tę właśnie grupę (Swami, Coles, Stieger, Pietschnig, Furnham, Rehim, Voracek, 2011).

1. A co, jeśli to jednak prawda?

Ostatnio mój znajomy zwierzył mi się, a zarazem poprosił o przyjacielską poradę: „Wiesz boję się rozmów z moim teściem. Jak się rozkręci to zasypuje mnie nieprawdopodobnymi informacjami: o planach kontroli ludzi za pomocą wszczepionych im pod skórę chipów przez swego rodzaju rząd światowy – zrzeszający wielkich tego świata. Albo o spisku firm farmaceutycznych mającym na celu limitowanie dostępu do minerałów i witamin poprzez wprowadzenie genetycznie modyfikowanej żywności. Badania nad tym mieli rozpocząć nazistowscy lekarze już w Oświęcimiu. Opowiada o banku światowym i planach wprowadzenia nowej waluty, która sprawi że wszystkie dotychczasowe pieniądze stracą wartość. Albo o globalnej sieci schronów wybudowanych pod ziemią, a mających uchronić nielicznych wybranych w nadchodzącej wojnie nuklearnej.” Nie powstrzymałem śmiechu: „Może jeszcze twierdzi, że w samolocie pod Smoleńskiem samoistnie odpadły skrzydła, a za zamach 11 września odpowiedzialni są Żydzi i masoni?” Mój przyjaciel spojrzał na mnie poważnie: „O tym też coś wspominał. Możesz się śmiać, ale on jest bardzo rozsądnym człowiekiem – dużo czyta. Zasypuje mnie nazwiskami, podaje linki do stron internetowych, publikacje i nazwy organizacji ujawniających to wszystko. A co, jeśli to jednak prawda? Czasem czuję się przy nim głupi i nieuświadomiony – nie pomyślałeś o tym, że może to my ulegamy globalnym kłamstwom, a on się rozsądnie się im opiera?”.

Nie znam się na globalnej ekonomi, nie zgłębiałem składu chemicznego genetycznie modyfikowanej żywności, nie znam też historycznych szczegółów badań hitlerowskich naukowców. Nie kopałem w ziemi w poszukiwaniu schronów, nie byłem pod Smoleńskiem w czasie katastrofy, ani w Nowym Yorku w czasie zamachów. Nie znam też osobiście żadnego masona, by móc go wypytać o plany jego organizacji. Przyznaję, nie jestem w stanie osobiście zweryfikować prawdziwości żadnej z tych teorii. Niemniej jednak nie jestem pod tym względem gorszy od rzeczonego teścia, który również ich osobiście nie może zweryfikować. Na tym właśnie polega podstawowa cecha teorii spiskowych – są dla przeciętnego człowieka nieweryfikowalne. Autor artykułu poświęconego teoriom spiskowym pan Benedykt Krzysztof Peczko proponuje następującą definicję teorii spiskowych: „Teorie spiskowe w ujęciu ogólnym, to hipotezy wskazujące na ukryte motywy, intencje, decyzje i działania, podejmowane przez wpływowe osoby i instytucje, w celu realizacji ich zamierzeń, często sprzecznych z dobrem obywateli. Hipotezy takie mniej lub bardziej różnią się od tego, co jest poddawane w „wersjach oficjalnych” (Peczko, 2010) Chciałbym zwrócić uwagę na słowo „ukryte” – gdyż uważam, że to ono jest kluczowe dla całej tej definicji. Ukryte, a więc niejawne. Nie ujawnione, a więc nie poddające się weryfikacji naukowej, doświadczalnej, racjonalnej. Tylko bowiem rzeczywistość odkryta pozwala się zweryfikować pod względem jej prawdziwości. Chcąc zadawać racjonalne pytania i badać w sposób naukowy i rzetelny niejawną rzeczywistość należy ją najpierw ujawnić. Ujawnione zaś informacje przestają być obiektem „teorii spiskowych” zgodnie z ich definicją. Kwestia teorii spiskowych jest więc kwestią postawy wobec niejawności i nieweryfikowalności. Problem polega na tym, że we współczesnym świecie zarówno teorie zbudowane wokół nieujawnionych informacji, na które zwyczajnie nie ma dowodów, jak i fakty oraz dowody przedstawione w mediach, podane przez rządzących, czy naukowców, są dla przeciętnego człowieka w tej samej mierze nieweryfikowalne. Postawa wobec niewiadomej jest więc jednym z podstawowych dylematów poznawczych współczesnego człowieka.

2. Udowodnij, że tak nie jest.

Jak już zostało powiedziane racjonalne weryfikowanie nieujawnionych faktów przed ich ujawnieniem jest niemożliwe. Nie można zbadać metabolizmu jednorożca ani zachowań społecznych krasnoludków, gdyż nikt nigdy nie widział ani jednego ani drugiego. Zwolennicy teorii spiskowych popełniają ten podstawowy metodologiczny błąd i wciągają swoich oponentów do merytorycznych dyskusji na temat niejawnych i nieweryfikowalnych faktów. Przyjmując jednak taki poziom dyskusji jedynie utwierdzamy zwolennika teorii spiskowych w jego przekonaniach. Wszystkie argumenty zostaną bowiem przez niego podważone i odparte kolejnym zestawem nieweryfikowalnych argumentów typu: światowe organizacje są opłacane przez konspiratorów, niezależne uniwersytety są skutecznie kontrolowane, potencjalni zdrajcy są likwidowani lub uciszani. Tym samym dyskusja przenoszona jest na coraz wyższy poziom abstrakcji, aż do granic absurdu. Demaskowanie irracjonalności teorii spiskowych wobec ich obrońców na poziomie merytorycznym jest niemożliwe, gdyż zawsze znajdą oni niedające się zweryfikować kontrargumenty. Mechanizm ten opisał dwudziestowieczny filozof i logik brytyjski Bertrand Russell w swojej teorii kosmicznego czajniczka. Russell dowiódł, że nie jesteśmy w stanie udowodnić nieistnienia jakiejś rzeczy, gdyż zawsze znajdzie się nieweryfikowalny argument odpierający nasz zarzut. Jeśli na przykład stwierdziłby, że na orbicie okołoziemskiej lata sobie czajniczek, to nie da się podać nieobalanych argumentów na rzecz jego nieistnienia. Nie widać go przez teleskopy – bo jest za mały, nie wykrywają go radary – bo jest ze specjalnego tworzywa, nie natrafił na niego żaden satelita – bo ich orbity się nigdy nie spotkały itp.. Tym samym Russell zaznacza niezwykle ważną rzecz odnoszącą się do owej postawy wobec niejawności i nieweryfikowalności: obowiązek dowodu leży zawsze po stronie osoby postulującej istnienie jakiejś rzeczy, a nie tych stwierdzających jej nieistnienie. (Russell, 1952). Problem niemożności pewnego, racjonalnego lub empirycznego ustalenia prawdziwości nie jest w myśli ludzkiej wymysłem XX wieku. W filozofii taka postawa nazwana została przez Kanta agnostycyzmem poznawczym. Niczego nie możemy być pewni. Filozofowie różnie próbowali sobie poradzić z tym problemem. Fenomenolodzy tacy jak Edmund Husserl próbowali rozwiązać tę trudność uznając za wystarczająco racjonalne przyjęcie rzeczywistości takiej jaka się nam jawi, jeśli nie ma wystarczających powodów, by jej zaprzeczyć. Rozważmy to na przykładzie. Dziś rano zadzwonił do moich drzwi listonosz i przyniósł mi list opisany przez mojego ojca. Tyle fakt naoczny – fenomen jaki się jawi. Mogę go przyjąć i uznać, że dostałem list od ojca. Ktoś powie, że to racjonalne. Ktoś natomiast zapyta: na jakiej podstawie opieram swoją pewność, że to list od ojca przyniesiony przez listonosza? Czy mam dowód na to, że to w ogóle był listonosz. Może to przebrany członek rosyjskiej mafii, który uwięził mojego ojca, zmusił go do podpisania koperty, a w niej zamiast listu znajduje się wąglik, o którego dostarczenie do mojego domu postarali się Żydzi mieszkający na Brooklynie. Co powiemy, jeśli ktoś będzie oczekiwał ode mnie obalenia takiej teorii, a skoro nie będę potrafił jej obalić (gdyż będzie on mnożył swoje spekulacje w nieskończoność zgodnie z mechanizmem kosmicznego czajnika opisanego przez Russella), uzna jej prawdziwość, a mnie nazwie naiwniakiem przyjmującym oficjalną wersję? W prawie istnieje zasada „domniemania niewinności” polegająca na tym, że dopóki nie udowodnimy jakiegoś faktu nie możemy o nim orzekać. Jest to zasada w najwyższym stopniu racjonalna. Jeśli snujesz teorie na temat niejawnych faktów – ujawnij je najpierw, a skoro nie potrafisz nie ma racjonalnych podstaw do snucia takich teorii. Benedykt Peczko pisze, że przeciwnicy teorii spiskowych forsują pogląd, że lepiej nie pytać, żeby się nie „ wygłupiać” i nie „siać zamętu”. Wyciąga też wniosek, że zwolennicy teorii spiskowych nie boja się zadawać pytań i nie poddają się poprawności politycznej, a jej przeciwnicy wolą mieć „buzię na kłódkę” (Peczko, 2010). Ja widzę to troszkę inaczej. Przeciwnikom teorii spiskowych nie chodzi o to, by nie zadawać pytań. Jednak gdy nie ma ujawnionych i racjonalnych przesłanek do zadawania pytań ich stawianie i mnożenie w nieskończoność jest zwyczajnie bezzasadne. Czy istnieją podstawy do pytania o tożsamość listonosza i zawartość listu, który dostałem rano? Pytanie o to, czy nie jest to czasem członek rosyjskiej mafii, a w liście nie znajduje się wąglik jest zwyczajnie bezzasadne. Powiedziałbym nawet absurdalne i oderwane od rzeczywistości. Takie myślenie oderwane od doświadczenia i życia słownik języka polskiego nazywa spekulacjami.

W sporze o teorie spiskowe nie chodzi więc o prawdziwość czy nieprawdziwość tej czy innej tezy. Kwestią najważniejszą jest to, jaką postawę przyjmujemy wobec niewiadomej. Czy próbujemy ją najpierw zweryfikować, a nie mogąc tego zrobić powstrzymujemy się od zadawania bezpodstawnych pytań, czy też budujemy wokół nieweryfikowalnych informacji historie utkane z insynuacji i spekulacji, zmuszając przy tym innych do ich obalania, a tym samym utwierdzając siebie i innych w kwestii ich prawdziwości. Nic tak nie utwierdza zwolenników jakiegoś poglądu, niż atak na niego innych i konieczność jego obrony. Na tym polega właśnie mechanizm powstawania i utrzymywania się „teorii spiskowej.” Tymczasem zgodnie z zasadami logiki to obowiązkiem zwolenników jest udowodnienie prawdziwości swoich tez, a nie obowiązkiem przeciwników ich obalenie.

3. Miłośnik teorii spiskowych – profil psychologiczny.

Zastanawiający jest fakt, że zwolennicy jednej teorii spiskowej bardzo łatwo wierzą w inną – zupełnie z nią przecież niepowiązaną. Skąd taka zależność? Skąd skłonność ludzi do płomiennego i emocjonalnego bronienia prawdziwości wielu spisków i konspiracji przy jednoczesnym zupełnym braku sceptycznej próby wykazania fałszu? Skąd metody wąskiego, elitarnego rozpowszechniania tychże teorii wśród wybranych „uświadomionych”? Dlaczego tek często ujawniane przez nich spiski łączą się ze sobą i budują jedną spójną całość? To wszystko wskazuje, że istnieją specyficzne psychologiczne cechy warunkujące podatność na spiskowe teorie i psychologiczne mechanizmy ich funkcjonowania wśród ludzi. Poniżej przedstawiam wyniki dwóch badań na ten temat, które zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego British Journal of Psychology (Swami i in., 2011) W pierwszym z nich przebadano 817 Brytyjczyków uznających teorie spiskowe na temat zamachów bombowych w Londynie w 2005 roku, w drugim 281 Austriaków uznających prawdziwość kompletnie fikcyjnej teorii spiskowej. Obie grupy wypełniły baterię testów i kwestionariuszy badających różnice indywidualne. Badacze wykazali, że ludzie wierzący w jedną teorie spiskową, są dużo bardziej skłonni do uznania prawdziwości innych, co więcej, sami chętnie aktywnie ich wyszukują. Zwolenników teorii spiskowych cechuje wysoki poziom społecznego cynizmu, negatywny stosunek do autorytetów oraz niskie poczucie własnej wartości. Przejawiają oni wiarę w zjawiska paranormalne znacznie częściej niż przeciętnie i są statystycznie mniej inteligentni. Ponadto wiara w teorie spiskowe pozytywnie koreluje także z poczuciem bezradności życiowej i dysfunkcjonalnością społeczną. W klasycznym modelu pięciu czynników osobowości (tzw. Wielkiej Piątki) zwolennicy spiskowych teorii mają niski wskaźnik ugodowości (wykazują upór, negatywizm i nie lubią zgadzać się z większością) oraz wysoki wskaźnik otwartości na doświadczenie (chętnie poszukują sensacji i nowinek). Wykazano, że zwolennicy takich teorii mają także silną potrzebę odznaczania się w społeczeństwie i poczucie wyższości nad ogółem oraz silne ambicje do bycia społeczną elitą.

Interpretacja powyższych badań nad cechami osób przejawiających skłonności do uznawania teorii spiskowych pozwala wysunąć wniosek, że bardziej niż pragnieniem zdobycia rzetelnej wiedzy o świecie, są oni motywowani własnymi potrzebami psychicznymi. Wiedza o spisku umacnia ich poczucie wartości, daje wrażenie bycia bardziej od innych uświadomionym, zaspokaja potrzebę bezpieczeństwa w świecie, którego nie rozumieją, i którego przez to się boją. Nawet ludzie uchodzący za bardzo racjonalnych są skłonni zaufać jednemu kontrowersyjnemu prezenterowi amerykańskiej telewizji (jak na przykład znany łowca i popularyzator światowych spisków Alex Jones), zamiast oprzeć się na naukowej wiedzy z zakresu nauk społecznych, politycznych, ekonomicznych i historycznych oraz niezależnych ośrodków akademickich czy towarzystw naukowych na całym świecie wyłącznie dlatego, że to bardziej zaspokaja ich psychologiczne potrzeby. Z tego samego powodu są tak gorliwymi wyznawcami i obrońcami wyznawanych przez siebie poglądów.

Bibliografia:

Lipowski Z. J. (1975) Sensory and Information Inputs Overload:Behavioral Effects, Comprehensive Psychiatry, 16 (199)

Miller D. (2004) Info overload causes mental problems. Occupational Health, 56 (7)

Peczko B. (2010) Teorie spiskowe [on-line]. Pobrany 21 listopada 2013 z: http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=515

Russell B (1952) Is there God?, zamówione lecz nigdy nieopublikowane w: Illustrated Magazine 1952. [on-line]. Pobrany 21 listopada 2013 z: http://www.personal.kent.edu/~rmuhamma/Philosophy/RBwritings/isThereGod.htm

Swami V.,Coles R., Stieger S., Pietschnig J., Furnham A., Rehim S., Voracek M., (2011) Conspiracist ideation in Britain and Austria: Evidence of a monological belief system and associations between individual psychological differences and real-world and fictitious conspiracy theories, British Journal of Psychology, 102 (443–463)

Poprzedni artykułPsychologia Mitów Greckich [recenzja]
Następny artykułPsycholog na rynku pracy
Kamil Czajkowski
Mieszkam w Trójmieście. Ukończyłem studia psychologiczne na Uniwersytecie Gdańskim ze specjalizacją kliniczną. Studiowałem także filozofię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów. Praktykę psychologiczną zdobywałem w dziedzinie interwencji kryzysowej i pomocy ofiarom przemocy. Praktykę filozoficzną zdobywam na co dzień wychowując syna i córkę. Z zainteresowania jestem spełnionym muzykiem i niespełnionym literatem. Od kilku lat prowadzę bloga poruszającego zagadnienia z pogranicza psychologii i filozofii starając się unikać filozoficznego patosu i psychologicznego bełkotu "Ludzka rzecz być człowiekiem".

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę napisz swój komentarz!
Proszę wpisz swoje imię tutaj