Kocborowo – miejsce, w którym medycyna przestała leczyć

0
13

Są miejsca, których historia nie kończy się wraz z ostatnim rozdziałem podręcznika. Pozostaje obecna w murach, w drzewach i w pamięci ludzi.

Jednym z takich miejsc jest Kocborowo – dzisiejsza dzielnica Starogardu Gdańskiego, gdzie od końca XIX wieku działa szpital psychiatryczny. Dla mieszkańców Pomorza nazwa ta od pokoleń kojarzy się z psychiatrią. Niewiele osób wie jednak, że właśnie tutaj rozegrała się jedna z pierwszych masowych zbrodni dokonanych przez Niemców na ludności cywilnej po rozpoczęciu II wojny światowej.

Szpital, który miał leczyć

Zakład Psychiatryczny w Kocborowie został otwarty w 1897 roku. Jak na swoje czasy należał do najnowocześniejszych placówek tego typu w Europie. Nie przypominał ponurego więzienia.

Tworzyły go liczne pawilony otoczone zielenią, gospodarstwo rolne, warsztaty, pralnia, piekarnia i budynki gospodarcze. Wierzono, że kontakt z naturą, praca i uporządkowany rytm dnia pomagają wielu pacjentom odzyskać równowagę psychiczną.

Przebywali tam ludzie cierpiący na depresję, schizofrenię, zaburzenia afektywne, padaczkę, otępienia czy skutki traum. Wielu z nich trafiało do szpitala jedynie na pewien czas.

Nie byli przestępcami.

Byli pacjentami.

Wrzesień 1939 roku

Po wkroczeniu wojsk niemieckich zmieniło się wszystko.

Nazistowska ideologia zakładała, że państwo powinno być biologicznie „czyste”, a osoby chore psychicznie, z niepełnosprawnościami czy ciężkimi chorobami stanowią obciążenie dla społeczeństwa.

Było to rozwinięcie idei eugenicznych, które od początku XX wieku pojawiały się w różnych krajach, lecz w III Rzeszy zostały doprowadzone do skrajności. W nazistowskiej propagandzie zaczęto używać określeń takich jak „życie niewarte życia” (Lebensunwertes Leben) czy „bezużyteczni zjadacze chleba”. Te sformułowania nie były jedynie propagandą. Przygotowywały społeczeństwo do zaakceptowania zabijania ludzi uznanych za „nieproduktywnych”.

Psychologia zna ten mechanizm bardzo dobrze.

Jeżeli przez dłuższy czas odbiera się ludziom indywidualność i zastępuje ją etykietą, łatwiej przestaje się dostrzegać ich cierpienie.

Początek egzekucji

22 września 1939 roku rozpoczęły się wywózki pacjentów.

Do szpitala przyjeżdżały ciężarówki. Pacjentom często mówiono, że jadą do innego ośrodka lub na badania. Wielu spokojnie wsiadało do samochodów, ufając lekarzom i personelowi.

Transporty kierowano do oddalonego o kilka kilometrów Lasu Szpęgawskiego.

Tam czekały już wcześniej przygotowane doły.

Pacjentów ustawiano nad ich krawędzią i rozstrzeliwano.

Pierwszego dnia zamordowano 88 osób.

W kolejnych tygodniach egzekucje odbywały się niemal codziennie.

Historycy szacują, że z samego Kocborowa zamordowano około 1689 pacjentów. W Lesie Szpęgawskim zginęły także tysiące innych mieszkańców Pomorza – nauczycieli, księży, urzędników, przedstawicieli inteligencji i osób uznanych przez okupanta za zagrożenie.

Nie wszyscy byli ciężko chorzy

To jeden z najbardziej poruszających aspektów tej historii.

Wśród ofiar znajdowali się ludzie cierpiący na depresję, zaburzenia lękowe czy epizody psychotyczne, które współczesna medycyna często skutecznie leczy.

Niektórzy mogli opuścić szpital po kilku miesiącach.

Nigdy nie dostali tej szansy.

Nie oceniano ich rokowania.

Oceniano ich wartość.

Kiedy medycyna przestaje być medycyną

Najtrudniejsze pytanie brzmi:

Jak lekarze mogli uczestniczyć w takim systemie?

Nie ma jednej odpowiedzi.

Historycy opisują działanie wielu mechanizmów jednocześnie:

  • bezwzględne podporządkowanie autorytetowi państwa,
  • ideologiczne przekonanie o wyższości jednej grupy ludzi nad drugą,
  • stopniowe oswajanie z przemocą,
  • rozmycie odpowiedzialności („ja tylko wykonywałem rozkazy”),
  • odczłowieczenie pacjentów.

To właśnie dlatego psychologowie do dziś analizują takie wydarzenia. Nie po to, by usprawiedliwiać sprawców, lecz by zrozumieć, jak zwyczajni ludzie mogą uczestniczyć w niezwykłym złu.

Las Szpęgawski

Do dziś las ten pozostaje jednym z największych miejsc kaźni na Pomorzu.

Znajdują się tam zbiorowe mogiły tysięcy ofiar niemieckiej okupacji.

Dla rodzin wielu zamordowanych przez lata było to miejsce bez odpowiedzi.

Nie wiedzieli, gdzie zginęli ich bliscy.

Nie mieli nawet grobu, przy którym mogliby zapalić świeczkę.

Dlaczego ta historia jest aktualna?

Historia Kocborowa nie mówi wyłącznie o II wojnie światowej.

Mówi o tym, jak łatwo człowiek może zostać sprowadzony do etykiety.

„Psychicznie chory.”

„Niepełnosprawny.”

„Nieprzydatny.”

„Koszt.”

Każde z tych określeń może być jedynie opisem.

Ale może też stać się początkiem odbierania człowiekowi jego godności.

I właśnie dlatego warto pamiętać o Kocborowie.

Bo największe tragedie rzadko zaczynają się od przemocy.

Najczęściej zaczynają się od zmiany sposobu myślenia o drugim człowieku.